środa, 14 lutego 2018

Asia i Adrian - toskański ślub w podróży

Asia i Adrian, to wyjątkowa para. 
Świetnie zorganizowani, nieprawdopodobnie punktualni, z pomysłami, które wychodzą poza standardy. Od początku wiedzieli, że ich ślub będzie inny niż wszystkie. Wybrali opcję ślubu w podróży, gdzieś pomiędzy zwiedzaniem Toskanii, a Ligurii.
Nie mieliśmy okazji dłużej się poznać, ale wiem, że można się od nich sporo nauczyć! Chociażby jak zapakować do plecaka suknię ślubną i garnitur tak żeby nie wymagały odprasowania w pralni. Jak poradzić sobie z sesją w plenerze bez fotografa. Dla nich to nie problem, spójrzcie na ich wyjątkowe zdjęcia ... Dodam, że wszędzie poruszali się pociągami.
Dziś, Asia i Adrian są Małżeństwem z kilkumiesięcznym stażem. Ich życie biegnie swoimi torami: praca, remont mieszkania, codzienne sprawy. Jednym słowem rutyna. Jestem jednak pewna, że od czasu do czasu wspominają to wyjątkowo upalne, lipcowe popołudnie. Tego dnia spełnili jedno ze swoich marzeń, marzenie o ślubie w podróży. W ich przypadku padło na Toskanię... no cóż, wcale się im nie dziwię :)

----------------------------

Nasza niezapomniana włoska podróż przedślubno-ślubno-poślubna.

Od zawsze na pytania o ślub odpowiadaliśmy zgodnie „Kiedyś po prostu pojedziemy na urlop i wrócimy po wszystkim”. Teraz wiemy, że pewnie większość wcześniej nie brała naszych odpowiedzi zbyt serio bo zdziwienie wielu znajomych i bliższych i dalszych musimy przyznać było dość duże. Tym bardziej, że o naszym wyjeździe wiedziało tylko kilka najbliższych osób. Pozostali dowiedzieli się po naszym powrocie z urlopu.

Próbując zrealizować nasz plan przejrzeliśmy wiele ofert firm organizujących takie uroczystości. Kiedy trafiliśmy na blog Joanny stwierdziliśmy, że to odpowiednia osoba. Późniejsze zdarzenia tylko to potwierdziły. Joanna zadbała o wszystko. Była naszym tłumaczem w USC, kierowcą, a nawet świadkiem. Doradziła nam florystkę – sympatyczna Pani Małgosia zadbała nie tylko o oprawę uroczystości w świeże kwiaty, ale zgodziła się również zostać naszym drugim świadkiem :) Ksiądz Krzysztof nadał uroczystości poważny ton ale jednocześnie stworzył atmosferę przyjazną i ciepłą. Czuliśmy, że to ważny dla nas moment, może nawet gdzieś wewnątrz był jakiś stres ale całość zdarzeń wokół nas utwierdzała, że jesteśmy odpowiednimi osobami we właściwym miejscu i czasie. Ksiądz Krzysztof trafnie dobrał teksty czytań, a kazanie po prostu ujęło nas za serca. Na koniec uroczystości zaskoczyły nas brawa. To przesympatyczne córki Joanny  wraz z Księdzem Stanisławem, w którego kościele się znajdowaliśmy, zdecydowali się nam w ten miły sposób pogratulować :) Nie możemy nie wspomnieć przy tym, że Ksiądz Stanisław w ciągu całej naszej obecności otoczył nas opieką o jaką nawet nie mieliśmy śmiałości prosić. Dziękujemy również Natalii, dzięki której dowiozłam swój bukiet ślubny do domu, choć wcześniej myślałam, że to nie będzie możliwe.
Wspaniałe krajobrazy, piękne zabytki i dobrzy ludzie. Wszystko sprawiało, że z pewnym żalem i niedosytem wyruszyliśmy w dalszą podróż.

Nie dla każdego jest ślub z wielkim weselem dla setki gości, nie dla każdego jest ślub z daleka od rodziny i znajomych. My wybraliśmy ślub w podróży. Ostatnie dni przed uroczystością spędziliśmy bez zbędnego stresu przygotowań do uroczystości zwiedzając piękne zabytki włoskich miast i miasteczek. Ślub odbył się w urokliwym kościele na jednym ze wzgórz Toskanii. W podróży poślubnej podziwialiśmy zachody słońca na Cinque Terre. To była nasza decyzja i dzisiaj wiemy, że to był dobry dla nas wybór.
Joanno dziękujemy, że razem ze swoimi przyjaciółmi pomogłaś zrealizować nam jedno z naszych marzeń :)
Joanna i Adrian















Kochani, niech Wasza wspólna podróż przez życie, będzie tak kolorowa jak ten ślubny wypad do Włoch ! 
J.

piątek, 2 lutego 2018

Biało zielone pasy

Pamiętam jak długo jeszcze, prześladowały mnie, po powrocie z pierwszych wakacji w Toskanii. Od tego czasu mineły już prawie 34 lata (!!!), a ich widok stał się moją codziennością. 
Pierwotny zachwyt jednak pozostał !













środa, 24 stycznia 2018

Toskańskie wystawy


Uwielbiam wystawy toskańskich sklepików. 
Słowo wystawa, akurat w tym wypadku, jest jak najbardziej na miejscu, bo tak naprawdę mam wrażenie, że cały asortyment jest "wystawiony" przed sklep :) 
Nie wiem jak na Was, ale na mnie działają one jak jak lep na muchy. Szczególnie przeróżne cudeńka z drzewa oliwnego, wszelkiego rodzaju koszyki, kolorowa emalia, ręcznie malowane ściereczki, buteleczki na oliwę i setki innych niezbędnie niepotrzebnych rzeczy. Nawet pięknie wyłożone owoce są smaczniejsze !











sobota, 23 grudnia 2017